Żel na żylaki Żel kasztanowy z arniką – Moja opinia na temat wpół chemicznego żelu

zel-z-arnika-i-bursztynem-opinie

Witam państwa serdecznie! Nazywam się Agnieszka, mam 42 lata i na co dzień pracuję w ochronie. Zgadza się, to dość specyficzne zajęcie dla kobiety. Jako ochroniarka przez większą część swojego czasu przebywam w pozycji stojącej. Mało się ruszam, czasem spaceruję. Od jakiegoś czasu odczuwam dyskomfort w obu nogach – również w okolicach stóp. Z uwagi na ciągłość tego problemu, postanowiłam udać się do lekarza. Tam dowiedziałam się, że mam do czynienia z żylakami. Na tym etapie rozwoju nie było to nic zagrażającego zdrowiu. Według lekarki same ćwiczenia, zdrowa dieta i leki powinny pomóc. Jak było w rzeczywistości mogą się państwo dowiedzieć czytając moje opinie na temat różnych metod leczenia żylaków.

Żel kasztanowy z arniką na żylaki – opina farmaceutki

Zdecydowałam się na leczenie konwencjonalne – nie zastosowałam jednak tego co przepisał mi lekarz, a zapytałam farmaceutkę co poleca na żylaki w średnim stadium rozwoju. Pani farmaceutka poleciła mi żel na żylaki – żel kasztanowy z arniką. Za niecałe 15 zł miałam móc zwalczyć pajączki i żylaki na swoich nogach. Zabrzmiało to dosyć interesująco, a jednocześnie podejrzanie, bo pani lekarz poinformowała mnie, że  koszt operacji czy zabiegu chirurgicznego to kwestia nawet kilku tysięcy złotych. Skład tego żelu to jak można się domyślić ekstrakt z kasztana i arniki. Dodatkowo w składzie można znaleźć wiele substancji nienaturalnego pochodzenia prosto z laboratorium.

Od początku będąc sceptycznie nastawiona do tej terapii, żel stosowałam w większych dawkach niż zalecono na opakowaniu. Robiłam to po 2 – 3 razy dziennie przy okazji nakładania makijażu i zakładania, zdejmowania spodni.

Żel miał działanie łagodzące i lekko rozluźniające tamtejszy obszar. Wykonywanie nim masażu i wcieranie go w skórę było przyjemne, kasztanowy zapach nie odstraszał, jednak całkowity efekt nie był tak wyraźny jak zapach czy konsystencja.

Po 2 tygodniach stosowania żelu skuteczność stała na bardzo niskim poziomie. Ja odczuwałam ulgę tylko po posmarowaniu się kremem, a obrzęk nie malał. Kolor moich żył pozostawał nienormalny, a ja wstydziłam się ubierać w swoje ulubione ciuchy. Terapię przerwałam po 4 miesiącach nadziei. Nadziei na nic, bo żel nie doprowadził moich nóg do pierwotnego stanu.

Leczenie żylaków z innym lepszym żelem

Po nieudanej terapii, zasięgnęłam porady w internecie. Czytając przeróżne fora i opinie kobiet na temat kosmetyków do walki z żylakami, natrafiłam na wątek o preparacie Varosin Forte Max. Tam przeczytałam jak ważne jest to aby kosmetyk zawierał wszystkie składniki działające przede wszystkim na żylaki i naczynia krwionośne, a nie ogólnie na cały organizm. Mając tę wiedzę, sprawdziłam w internecie skład żelu Varosin Forte Max. Były tam przeróżne wyciągi, olejki i inne substancje pochodzące od matki natury.

Varosin – skład

Widząc jak dużo jest tam składników, w jak wysokich stężeniach,  a także jak naturalny jest to kosmetyk, postanowiłam go zamówić i wypróbować.

Żel stosowany jest miejscowo, 2 – 3 razy dziennie. W pierwszym tygodniu terapii przestałam czuć ciągły nachalny ból w prawej kończynie. Po dwóch tygodniach obie kończyny przestały boleć. Sen stał się bardziej komfortowy i nie budziłam się z bólem nóg nad ranem. Nogi stały się lżejsze.

Minął miesiąc terapii, a ja patrząc w lustro przestałam czuć się jak potwór… tak, żylaki sprawiają, że nogi wyglądają jak u potwora. Opuchlizna się zmniejszyła. Żyły już nie był tak rozszerzone. Zadowolenie z wyglądu wróciło! Teraz, rok później stosuję profilaktyę – dalej w postaci tego żelu, ale w mniejszych dawkach.

Polecam Varosin Forte Max!

Osobiście uważam, że Varosin Forte Max działa ze względu na sensowne połączenie składników przez producenta i wybranie tego co najważniejsze bez dodawania szkodliwych substancji chemicznych.

Wielkie brawa dla producentów maści Varosin Forte Max. Szczerze polecam wszystkim, którzy jeszcze nie podjęli prawdziwej terapii, a mają w planach zabieg czy rozpoczęcie zdrowego stylu życia.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


2 + one =