Mai Leping Yijun Gao – opinie o chińskim badziewiu

Hejka, mogę dorzucić coś z własnego doświadczenia, jeśli mówimy o żylakach. Pracując jako stewardessa mam możliwość zwiedzania świata, jego bogactw kulturowych oraz kulinarnych, a także i leczniczych. Dlatego powiem, że nie zawsze należy wierzyć w to, co wydaje się cudownym lekiem na wszystko.

Na Mai Leping Yijun Gao trafiłam przypadkiem.

Ale od początku. W tym zawodzie pracuję już sporo, no ponad 6 lat. Długo przygotowywałam się do tej pracy, praktycznie postawiłam wszystko na jedną kartę. Jestem teraz pewna swojego wyboru, ale jeszcze niedawno miałam ogromne obawy, że będę musiała wszystko porzucić. Stewardessami są piękne i inteligentne dziewczyny, pracujące bardzo dużo. Muszą być wytrzymałe i najlepiej ciągle w świetnym humorze, z uśmiechem na ustach. Niestety jak każdy człowiek my również mamy dni złego samopoczucia albo dopadają nas choroby i przeróżne dolegliwości. Ja też kiedyś miałam taki kłopot. Mój zawód jest wymagający, non stop na nogach i zawsze trzeba dawać z siebie 100%.

Zaczęłam miewać skurcze w łydkach, najczęściej podczas snu. Nogi mnie piekły, mrowiły i pulsowały. Zupełnie jakby krew zaraz miała się wydostać na wierzch. Niestety nasze linie lotnicze wymagają od pracownic zakładania butów na wysokim obcasie. To nie pomagało w mojej sytuacji. Na łydkach i pod kolanami zaczęły pękać naczynka krwionośne. Pojawiła się swoista niebieska siateczka z żył. Łatwo się domyślić, że chodząc w uniformie, tj w krótkiej spódnicy zaraz wszystko będzie mocno widoczne. Nie pomyślałam, że moja mama też długo zmagała się z problemem żylaków kończyn dolnych. A to jest zazwyczaj dziedziczne. Nie mogłam teraz zepsuć sobie całych planów.

Opinie o żelu Mai Leping Yijun Gao.

Będąc za granicą wpadł mi w ręce chiński żel Mai Leping Yijun Gao, tubka 30ml. Nietypowy skład przykuł moja uwagę m.in. żywokost, lukrecja oraz krew Smoka. Producent zapewniał skuteczność w 4 etapach kuracji. Niestety pełna kuracja trwała ponad 3 miesiące, a jedna tubka starczała gdzieś na 2 tygodnie oszczędnego stosowania. Nie chciałam pokazywać, że biorę jakieś tabletki więc żel wydawał się mniej podejrzany. Po 3 tygodniach stosowania wystąpiła jakaś dziwna wysypka na udach. Bolesne krostki nie znikały, więc po miesiącu używania odstawiłam żel, bo w żaden sposób mi nie pomagał.

Na szczęście znalazłam lepszą alternatywę.

W internecie znalazłam naturalną maść Varosin Forte, producent gwarantował skuteczność, a jak nie to można oddać opakowanie i zwracają koszty. Wydało się to uczciwe więc spróbowałam. Tym bardziej, że w składzie były już bardziej mi znane zioła, takie jak wyciąg z kasztanowca na wzmocnienie żył czy babka lancetowata na zmniejszenie opuchlizny. Kilka dni używania i moje nogi odzyskały lekkość i sprawność. Cudowne uczucie. W nocy spałam jak niemowlę i nie miewałam już skurczów łydek. Po dwóch tygodniach całkiem zapomniałam o bolesnym pulsowaniu nóg. Pajączki na udach ładnie bledły i zanikały. Wypukłe żyły się cofały, nie były tak widoczne jak przedtem.

Po miesiącu mogłam spokojnie zakładać uniform i nikt nie widział różnicy. Jestem bardzo zadowolona z tej maści, śmiało mogę stwierdzić, że Varosin Forte uratował mnie przed nieuchronną koniecznością zmiany pracy. Polecam!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*