Hiposem. Opinie po mojej kuracji, na którą straciłam pieniądze

Niestety, z żylakami zaczęłam zmagać się dość wcześnie. Nigdy nie wnikałam, dlaczego. Zawsze prowadziłam w miarę zdrowy tryb życia, może więc predyspozycje do żylaków miałam w genach? Faktem jest, że jak tylko pojawiły się pierwsze małe żylaki, zaczęłam z nimi walczyć wszystkimi łatwo dostępnymi metodami. Kupowałam różne środki. Działały słabo, a wiele z nich miało nieciekawe skutki uboczne. I tak trafiłam w końcu na Hiposem.

Tabletki na żylaki Hiposem. Opinie po mojej kuracji

Nie poddawałam si jednak. Raz trafiłam na jakiś środek, dzięki któremu zażegnałam problem na rok, jednak później wszystko wróciło. A ja przecież nie robiłam się coraz młodsza. To oznaczało, że muszę podjąć bardziej zdecydowaną walkę z żylakami. Kiedy znów zaczęłam szukać kolejnego środka, czytałam już opinie nt. konkretnych preparatów. Prawda jest taska, ze dany środek jednym pomoże, a innym nie. Czułam się więc coraz bardziej zagubiona. Nie uśmiechało mi się więcej ryzykować; chciałam trafić na coś, co mi pomoże. Wiedziałam, że jeśli zaniedba się żylaki, to często jedynym rozwiązaniem na ich usunięcie jest operacja. A to mi się wcale nie uśmiechało.

Przestudiowałam wnikliwie ich skład. Okazało się, że środek ten bazuje na nasionach kasztanowca; zwróciłam uwagę, że w tabletkach znajduje się ponad to trochę składników pomocniczych, niekoniecznie naturalnych. Była tu jeszcze witamina C, więc postanowiłam zaryzykować. Tabletki miały poprawić krążenie i stan naczyń krwionośnych. Jedno opakowanie wystarcza na miesiąc. Postanowiłam więc w ciągu tego czasy sprawdzić jak i czy działa ten środek. Czy na coś liczyłam? Tak, chociaż na zahamowanie rozwoju żylaków. Tymczasem miesiąc minął, a żylaki jak były, tak zostały i nie zmniejszyły się ani trochę.

Potrzebowałam czegoś co mi w końcu pomoże

Wtedy bliska koleżanka poleciła mi maść “Varosin Forte Max”. Zarzekała się, że stosuje ją od kilku tygodni i właściwie pozbyła się żylaków. Fakt, pamiętałam, że miała żylaki, a w tym momencie właściwie nie było już ich widać. Opinia tej znajomej była dla mnie wiarygodna, więc postanowiłam spróbować. Maść ta także bazuje na kasztanowcu i – co istotne moim zdaniem – stosuje się ją bezpośrednio na chore miejsce. Już po pierwszym zastosowaniu, odczułam sporą ulgę. Często odczuwałam bowiem ciężkość nóg, a teraz to uczucie ustąpiło.

Pierwsze zdecydowane efekty stosowania maści zauważyłam już po 2 tygodniach – żylaki stanowczo się zmniejszyły. Chodziło mi się też znacznie lepiej. Nogi nie były już takie ociężałe i zmęczone. Po ok. 2 miesiącach po żylakach zostały maleńkie ślady, a po kwartale po raz pierwszy od lat na moich nogach nie było ani jednego małego żylaka! I tak jest do dziś.

Czuję się świetnie. Moje nogi wyglądają super.

Mogę spokojnie nosić spódnice i nie wstydzić się żylaków. To także poprawia w znacznym stopniu moje samopoczucie. Jestem pewniejsza siebie i czuję się po prostu piękna. Mój przypadek potwierdza wysoką skuteczność maści. Varosin Forte Max. Walczyłam dość długo z żylakami, ale nic nie przyniosło nawet w połowie tak świetnych efektów jak ta maść. Teraz zawsze mam ją już pod ręką.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


six × one =