Esceven – opinie po słabych tabletkach

Kiedy rozpoczynałam swoją walkę z żylakami, to nie miałam jeszcze pojęcia na temat dostępnych na rynku suplementów diety, maści, żeli i kremów. Próbowałam różnych specyfików, ale większość z nich działała tylko przez chwilę lub wcale nie działała. Jeżeli już zażywałam tabletki, to miewałam różne skutki uboczne. W jednym przypadku przytrafiła mi się nawet wysypka. Co do maści, to z kolei one tylko podrażniały moją skórę.

Esceven opinie mają lepsze niż działanie!

Jednym z pierwszych suplementów, które kupiłam sobie bez recepty były tabletki na żylaki Esceven. W jednym opakowaniu było aż czterdzieści kapsułek, które należało spożywać w dawce po jednej tabletce trzy razy dziennie. Stosowałam się do tego zalecenia i szczerze wierzyłam w to, że suplement zadziała. W jego składzie znajdował się bowiem wyciąg z kasztanowca, który miał silne właściwości zwiększające napięcie naczyń i uszczelniające żyły. Jeśli ktoś dziś zapytałby się o moją opinie na temat tych kapsułek, to powiedziałabym, że są one nieskuteczne. U mnie wcale się nie sprawdziły, nie dawały żadnych efektów i nie poprawiły stanu moich żylaków. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że pękające naczynka i żylaki potrzebują trochę czasu by się wchłonąć. Ale ja zażywałam te tabletki przez cały miesiąc, zużyłam dwa opakowania i nie widziałam żadnej poprawy. Tak więc zdecydowanie mówię, że u mnie kapsułki się nie sprawdziły.

Po paru miesiącach w końcu udało mi się znaleźć rozwiązanie!

Przez parę miesięcy dałam sobie spokój z wszelkimi terapiami, chciałam by mój organizm odpoczął od leków, a do tego musiałam nabrać trochę dystansu do swojego schorzenia. Przez ten czas przeglądałam różne publikacje i pewnego razu w sieci natknęłam się na opinię na temat maści Varosin Forte Max. Co najmniej kilka osób twierdziło, że ten naturalny żel na żylaki bardzo im pomógł. Nie dowierzałam w takie recenzje, ale zdecydowałam się zaryzykować i kupiłam maść. Przyszła do mnie paczka z jedną tubką o sporej pojemności. Żel już na pierwsze wrażenie wydawał się bardzo specjalistyczny. Miał lekką konsystencję, nie przyklejał się do skóry tylko fajnie się w nią wchłaniał. Poza tym okazało się, że jest bardzo wydajny.

Jedno opakowanie starczyło mi na długo. Producent zalecał smarowanie chorych miejsc nawet dwa razy dziennie. Trzymałam się tego zalecenia i po paru tygodniach zauważyłam pierwszą różnicę w wyglądzie moich żylaków. Stały się one jakby bladsze i mniej wypukłe. Proces wchłaniania trwał trzy miesiące, ale warto było poczekać i cierpliwie wklepywać maść w chore nogi. Co ciekawe, poza tym, że Varosin Forte Max pomógł mi uporać się z żylakami, to jeszcze wygładził moją skórę na nogach i zapobiegł opuchliznom oraz skurczom łydek. Skurcze nie przydarzały mi się zbyt często, ale teraz nie mam ich wcale.

Jak skończyła mi się kolejna tubka maści, to zamówiłam jeszcze jedną.

Mam ją tak na wszelki wypadek, bo chcę mieć pewność, że jeśli pajączki i żylaki powrócą, to będę mogła szybko przeciwdziałać. Jak każda kobieta wychodzę z założenia, że o wygląd i zdrowie należy dbać ze szczególną starannością, teraz dobrze czuję się we własnej skórze i pod ręką mam świetną broń na żylaki.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


five + one =